Tak dokładnie to wiem od 2 grudnia. Bardzo źle się czułam - zupełnie jakbym miała grypę. Minęło 30 dni. Od 3 dni na testach z ciążowych wychodziła baaaaaaaardzo jasna kreska, ale dopiero po godzinie. Była tak delikatna, że mąż twierdził, że nic tam nie ma. W piątek stwierdziłam, że co mi tam. Zrobiłam "porządny" test ciążowy. Patrzę a tam nic... więc wyszłam z łazienki. Wracam po tych 5 minutach by wyrzucić test, a tam dwie kreski!!! Testowa jaśniejsza od kontrolnej, ale gruba i wyraźna. Była tam i wcale mi się to nie przywidziało.
Poleciałam zrobić Beta HCG i po buciki w prezencie dla męża :) Czekałam aż wreszcie wróci z pracy. Kiedy powiedziałam mu, że jestem w ciąży nie mógł uwierzyć. W tym miesiącu wcale na to nie liczyliśmy. Remontowaliśmy mieszkanie i mieliśmy dość zmartwień na głowie. Wyniki bety były dopiero po 19. Ledwo 38,9 Uml/ml, ale pozytywna, a to najważniejsze! To dopiero 3 tydzień, ale obdzwoniłam wszystkich rodziców.
Największym problemem jest ból pleców. Bolą baaaaaaaardzo. Nie da się tego wytrzymać. Więc zaraz w poniedziałek poleciałam na powtórkę Beta HCG i do lekarza. Niestety nastraszyła tylko, że to nie dobrze, że mnie boli. Zrobiła USG, ale nic nie było widać. Mam iść w czwartek. Na szczęście wieczorem wyniki i... 205 Uml/ml :) Wzrosła 5 razy, więc na pewno nie jest źle :)
Teraz zostało czekać na Ciebie kruszynko. Zobaczymy się za 9 miesięcy :*